Artykuły
  • Register

Zawgorod2

Jurij Zawhorodnij – urodzony na Dniepropietrowszczyźnie, dzieciństwo i młodość spędził w Rosji. Po zdobyciu zawód inżyniera przez ponad 20 lat budował elektrownie w Łotwie i Republice Komi. Pierwsze wiersze zaczął pisać jeszcze w czasach studenckich, po pewnym czasie zainteresował się przekładem (z łotewskiego, polskiego, białoruskiego, słowackiego i czeskiego). „Bagaż twórczy” pisarza jest niemały i powiększa się z każdym rokiem. Dzisiaj, Jurij Zawhorodnij jest gościem „Monitora Wołyńskiego”.

- Na prezentacjach własnych książek zawsze mówi Pan, że obecni mogą zadawać pytania w każdym języku. Ile języków Pan zna i z ilu miał Pan okazję przekładać?

- W tym pytaniu jest dużo przesady. Zrozumieć pytanie i na nie odpowiedzieć potrafię może w 10 językach, ale to nie świadczy o tym, że nimi wszystkimi władam. Poza tym, aby przekładać (szczególnie prozę) należy posiadać głębszą wiedzę na temat historii danego kraju, jego codziennego życia i wiele innych. Co do odpowiedzi na drugie pytanie, to najwięcej książek przełożyłem z łotewskiego (sześć) i z polskiego (cztery). Z innych języków (białoruskiego, litewskiego, słowackiego, czeskiego) tłumaczyłem jedynie kilka oddzielnych publikacji zbiorków poetyckich. W poprzednim roku przetłumaczyłem też poemat historyczno-filozoficzny rumuńskiego poety Dumitru М. Iona „Ewangelia według Jana Metafory”, ale pracowałem nad tym wspólnie z autorem. Dowiedziałem się od niego bardzo wielu rzeczy na temat historii Rumunii.

- Kiedy zdobywał Pan tytuł inżyniera, wiedział Pan, że zostanie pisarzem i tłumaczem?

- Już wtedy ciągnęło mnie do literatury, do języków obcych, ale rosyjska filologia była dla mnie niedostępna, a na ukraińską filologię nie śmiałbym nawet zdawać dokumentów, nie mówiąc już o zdawaniu egzaminów. Na moim świadectwie ze szkoły średniej, w miejscu ocen z języka ukraińskiego i literatury było wyraźnie napisane – „nie uczestniczył”. Ja tylko w starszych klasach uczyłem się w Ukrainie, w dniepropietrowskiej rosyjskojęzycznej szkole. Jednak już na pierwszym roku Instytutu Budownictwa zacząłem współpracę z wielkonakładową gazetą uczelnianą, w której drukowałem swoje wiersze i opowiadania. Zostałem dosyć aktywnym członkiem studium literackiego w miejskim Pałacu Studentów. Na początku tłumaczyłem tylko dla siebie, żeby lepiej poznać język obcy. Przyjemniej mi było zapamiętywać wiersze, niż czytać jakieś proste «topiki».

- Los rzucał Pana w różne miejsca, jednak 70-lecie obchodził Pan w Ukrainie. Czy planuje Pan tu zostać?

- W Ukrainie mieszkam stale od dnia, kiedy wróciłem z Łotwy, żeby wziąć udział w usuwaniu szkód po katastrofie w Czarnobylu. Po pewnym czasie wspomnienia z tamtych lat, tamtych ludzi, swoje zmartwienia i stosunek do wielu kwestii, związanych z atomem „pokoju” opisałem w powieści psychologicznej «Zadługi dzień „Cz”». Powieść ta została wydana przez lwowskie wydawnictwo „Kalwaria” w rocznicę 20-lecia wybuchu. Nie widzę sensu w poszukiwaniu szczęśliwego losu gdzieś w innych, nawet bogatszych krajach. To wbrew mojej naturze – oderwanie się od korzeni swego rodu, od aniołów stróżów, którymi dla każdego są jego przodkowie.

– Na Ukrainie mamy dużo utalentowanych tłumaczy: Andrij Sodomora, Natalia Iwanyczuk, Mykoła Łukasz, Jurij Zawhorodnij i inni. Co Pan sądzi o jakości tłumaczenia literatury światowej? Współczesna literatura ukraińska także zasługuje na przetłumaczenie w innych państwach?

– Dziękuje za przyłączenie mnie do takiej zbyt skróconej listy rzeczywiście utalentowanych tłumaczy, ale wśród  „i inni” było, jest i mam nadzieję dalej będzie więcej zakochanych w swojej pracy tłumaczy. Dla mnie, tłumaczenia stały się w pewnym czasie jedyną możliwością w jakiś sposób „wyrażenia siebie” na Ukrainie, ponieważ moich wierszy tu nie drukowano. Więc nie mogę w pełni uważać siebie za równego tym tłumaczom, którzy zajmują się tym bardziej fachowo. Odpowiadając na drugą część pytania mogę tylko westchnąć. Mamy co pokazać, ale w ciągu dwudziestu lat niezależnej Ukrainy żaden rząd nie zwrócił uwagi na ten problem. Tłumaczenia ukraińskich autorów  obecnie ukazują się wyłącznie dzięki wysiłkom niektórych entuzjastów oraz samych autorów. Większa część literatury obcojęzycznej ukazuje się u nas w oparciu o środki przydzielone na programy kulturalne przez inne państwa. Nawet o wiele mniejsze od Ukrainy państwa starają się podać informację o sobie na całym świecie sprzyjając przetłumaczeniu swojej literatury. Oprócz rzadkich wyjątków nasza współczesna literatura nie jest znana w Europie.

- Wydano ostatnio kilka książek, które przełożył Pan z języka polskiego. Proszę powiedzieć, jak się pracuje z polskimi autorami i dlaczego właśnie ich utwory Pan wybrał.

- Zacząłem uczestniczyć w różnych polskich festiwalach literackich mniej więcej 8 lat temu, za co serdecznie dziękuję kijowskiemu poecie i tłumaczowi z j. polskiego, Stanisławowi Szewczence. Nasze języki są bardzo podobne, więc nie było bariery językowej w kontaktach z kolegami z Polski, ale występowanie przed studentami czy licealistami nie przyszło mi tak łatwo. Ponieważ organizatorzy po każdym wydarzeniu wydają zbiór publikacji uczestników, moje prace również zostały przetłumaczone. Odwzajemniłem się, wydając podobne zbiory w języku ukraińskim. Z czasem powstawały oddzielne książki. Do przekładu wybierałem tych, z którymi się zaprzyjaźniłem.

- Na dzień dzisiejszy chyba nie ma w Europie kraju, w którym nie pojawiłoby się tłumaczenie Pana utworów. Nie bez powodu otrzymał Pan nagrodę za narodową dyplomację, co prawa w Łotwie, nie w Ukrainie. Jednak niestrudzenie kontynuuje Pan popularyzację swojej ojczyzny.

- Mam też kilka polskich wyróżnień, ale nie jest to celem w moim pragnieniu przyczynienia się do utworzenia mostów przyjaźni pomiędzy narodami. Przepraszam, za ten doniosły ton, ale tak traktuję swoją pracę tłumacza, mój udział w różnych międzynarodowych konferencjach, festiwalach, świętach i innych imprezach. Im więcej będą o nas wiedzieć w świecie, tym lepsze będą nasze stosunki. A narodowa dyplomacja (poprzez spotkania pisarzy, artystów, naukowców) pozwala być bardziej otwartym w rozmowach i ocenach sytuacji politycznej. Urzędy w Państwach bywają różne i nie spotkałem się jeszcze z krajem, w którym ludzie nie mieliby pretensji do władzy. Pod wieloma względami wszystkie państwa są do siebie podobne, ale nie wszystkie zdają sobie z tego sprawę. Dlatego tę prawdę należy głosić.

- Dziękuję za rozmowę!

- Dziękuję za pytania. Życzę Waszym czytelnikom wszystkiego co najlepsze!

Wiktor JARUCZYK, zdjęcie autora

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1