Artykuły
  • Register

301886 z8qoopAndrij Kurkow urodził się 23 kwietnia 1961 roku w obwodzie leningradzkim, jednak dorastał w Kijowie. Jest jednym z najbardziej znanych pisarzy ukraińskich poza granicami kraju. Jest również dziennikarzem i pisze scenariusze. Dzieła Andrija Kurkowa zostały przetłumaczone prawie w 40 językach świata. Od 1988 roku jest on członkiem angielskiego klubu PEN. Ostatnio Andrij Kurkow spotkał się ze swoimi czytelnikami w Łucku.

«Kompletnie skorumpowane społeczeństwo, ostatecznie, sprzedaje swoją niezależność»

– Panie Andriju, jest Pan jedną z tych nielicznych osób, które nie boją się ostro krytykować zarówno obecnego, jak też poprzedniego rządu. Ostatnio w wywiadzie dla «New York Times» powiedział Pan, że Ukraińcy doczekają się prawdziwej demokracji i jako jeden z najbardziej wytrwałych і dostosowanych narodów, staną się praworządnymi obywatelami. Czy rzeczywiście jest szansa na taki rozwój wydarzeń?

– Nie mamy innego wyjścia – albo droga do społeczeństwa cywilizowanego, albo utrata państwowości z powodu całkowitej korupcji władz i korupcji ludności. Kompletnie skorumpowane społeczeństwo w końcu sprzedaje swoją niezależność. W normalnych krajach skorumpowana bywa tylko część władzy, ale to się kompensuje moralnością ludności i większości władz.

– Jeszcze niedawno mówił Pan, że jeżeli Tymoszenko nie zostałaby aresztowana, to po wyborach ona w podobny sposób działałaby wobec obecnego rządu...

– Mówiłem, że kiedy i jeśli Tymoszenko zostanie zwolniona, poświęci całe życie temu, aby powrócić do władzy i wsadzić do więzienia tych wszystkich, którzy obecnie reprezentują władzę. Oczywiście, że nie wszystkich po kolei, a tylko przewodniczących. Mniejsi sami uciekną, podobnie jak wcześniej uciekali od Tymoszenko do «regionów».

– Czy Ukraina ma euroatlantycką przyszłość dopóki rządzi Janukowycz i Partia Regionów?

– Nie, ani Janukowycz, ani Partia Regionów tego nie potrzebują. Retoryka na temat ewentualnego przystąpienia tylko sprawia kłopoty Rosji, ale w NATO to też bardzo dobrze rozumieją. Z drugiej strony, członkostwo w NATO jest zbyt drogie dla kraju, w którym nie brakuje pieniędzy na emerytury urzędników państwowych i parlamentarzystów, lecz nie wystarcza na emerytury zwykłych obywateli.

– Na Ukrainie istnieje mniemanie, że w swojej ojczyźnie nie zrealizował Pan swego twórczego potencjału, że bardziej jest Pan znany za granicą, chociaż Pana powieść «Piknik na lodzie» stała się prawdziwym bestsellerem. Na Ukrainie sprzedano 150 tysięcy pozycji tego wydania. Czy jest Pan zadowolony z tego, w jakim stopniu Pana książki są popularyzowane w kraju?

– Moje książki w kraju są popularyzowane, ale nie wszędzie. Nie mam wielu powodów do zadowolenia. Niektórzy wydawcy, którzy specjalizują się w sprzedaży ukraińskojęzycznych książek, długo nie zgadzali się na drukowanie moich książek, ponieważ piszę w języku rosyjskim, a jeżeli brali i sprzedawali, to wniosków o dodatkowe egzemplarze nie składali. Jednak o to trwa walka pomiędzy wydawcami, to nie jest moja osobista sprawa. Co dotyczy czytelników, to nie mam na co narzekać. Oni są aktywni, podobnie jak moi czytelnicy w Japonii czy w Szwajcarii, i ja to czuję.

«Jedna trzecia «wielkiej literatury radzieckiej» pochodzi z Ukrainy

– Pan się nie gniewa, że nazywają Pana współczesnym Gogolem. Świadczy o tym jednak twórczy życiorys, a nie to, jak Pan pisze. Dorastał Pan na Ukrainie, pisze też w języku rosyjskim. Przypominam nawet sobie, jak kilka lat temu w Kijowie, w kawiarni literackiej «Kupidon» wręczono Panu dyplom «Najlepszego Moskala w literaturze ukraińskiej».

– Ależ nie, dlaczego mam się gniewać. Lubię Gogola. A jeśli chodzi o język rosyjski, to jedna trzecia «wielkiej literatury radzieckiej» pochodzi z Ukrainy i powinna należeć do jej kultury – jest to i Wasilij Grossman, i Ilja Erenburg i wielu innych. Po prostu u nas nie lubią wracać do tego tematu. Jednak mogliby być dumni z tego, że literatura ukraińska pisana w języku rosyjskim ukształtowała się na poziomie światowym!

– W 2005 roku został Pan persona non grata w Rosji, została rozwiązana umowa z wydawnictwem. Pana oficjalna krytyka Rosji po Rewolucji Pomarańczowej dała swoje owoce. Jak obecnie ocenia Pan sytuację w Rosji?

– Oficjalnie nie zadeklarowano mnie jako «persona non grata», bo nie widziałem tych dokumentów. Ale wydawnictwo moskiewskie «АSТ» naprawdę rozwiązało umowę i moje książki zostały usunięte ze wszystkich księgarni rosyjskich. Byłem tam nieobecny przez 18 miesięcy i dopiero od roku 2006 znalazł się wydawca w Petersburgu, który znowu zaczął wydawać moje powieści – wydawnictwo «Amfora». Co dotyczy sytuacji w Rosji, to tam wszystko toczy się inaczej. Jest to duży kraj, w którym obszar przeszkadza czasowi. Coś może się odbyć w Moskwie, jednak czy stanie się to samo w Chabarowsku? Protesty opozycji, na które władze musiały się zgodzić, wskazują na narastające niezadowolenie wśród ludzi z powodu istniejącego systemu, jednak do rewolucji tam nie dojdzie i wojsko lub policja nigdy nie przejdą na stronę demonstrantów.

– Światowa renoma, jest być może powodem, dla którego właśnie Pan powinien zostać pierwszym laureatem Nagrody Nobla z Ukrainy?

– Ojej! Proszę pozostawić ten temat do oceny krytykom. Dla mnie najważniejsze jest to, że zostałem zawodowym pisarzem i mam dziesiątki trybun na świecie do wyrażania swoich myśli. Nagroda Nobla? Gdybym był czarnoskórym pisarzem piszącym w języku rosyjskim, pochodzenia chińskiego i innej orientacji seksualnej ...

– Panie Andriju, potrafi Pan doskonale utrzymać napięcie również w czasie wieczorów literackich. Czy umiejętność wspaniałego opowiadania historii jest najważniejszą cechą sukcesu pisarza?

– Niekoniecznie. Jest to zaleta, jeśli pisarz jest osobą publiczną i ma regularne spotkania z czytelnikami. A jednak na świecie jest dużo słynnych pisarzy, którzy nie lubią spotkań publicznych – Patrick Süskind, Louis de Bernières, Haruki Murakami, Peter Hoeg...

– W młodości pracował Pan jako ochroniarz w odeskim więzieniu. Jest Pan chyba jedynym pisarzem, którzy wszedł do literatury z tak niezwykłego zawodu. Czy w ogóle istnieje jakaś typowa droga do literatury?

– Droga typowa może być w dziennikarstwie czy medycynie. Jednak ja nie pracowałem, a służyłem w wojsku jako ochroniarz odeskiego więzienia i nie był to do końca mój wybór. Nie żałuję tego i uważam, że im więcej pisarz zdobędzie podobnych doświadczeń, tym lepiej.

– Niektórym pisarzom ukraińskim zarzuca się, że skupiają się tylko na grantach. Pan stanowczo rezygnuje z grantów, argumentując to tym, że nie brakuje honorariów. Możliwe jest więc życie z pracy literackiej?

– Możliwe, jeżeli pisanie traktuje się jak pracę, a nie jako powód do zabaw i ciągłego pijaństwa.

– Na Ukrainie jest wielu młodych pisarzy, którzy marzą o sławie, sukcesie, pieniądzach... Czy literatura może zagwarantować te codzienne przywileje, kiedy autorzy piszą tylko dla ukraińskiego czytelnika?

– Przede wszystkim trzeba pisać dla czytelnika. Luko Daszwar pisze wyłącznie dla ukraińskiego czytelnika i sprzedaje setki tysięcy egzemplarzy na Ukrainie. Oczywiście, z tego można żyć. Lubko Deresz sprzedaje dużo książek, Łada Łuzina jeszcze więcej. Mamy jeszcze kogo wymienić – Lina Kostenko, Maria Matios i inni.

– W swoim życiu odbył Pan wiele podróży po Europie. Czy Ukraińcy słusznie uważają się za Europejczyków?

– Oczywiście, że słusznie. Przecież są białymi, mądrymi i społecznymi egoistami! Czego jeszcze potrzeba, aby uważać się za Europejczyka?

– Około 20 Pana prac zostało sfilmowanych. Dlaczego zainteresował się Pan pisaniem scenariuszy?

– Mówiąc dokładniej, dwadzieścia moich scenariuszy zostało sfilmowanych jako filmy fabularne, dokumentalne, krótkometrażowe i telenowele, w tym jeden – na podstawie mojej powieści «Przyjaciel nieboszczyka», i był to jedyny film z udziałem Ukraińców, chociaż finansowany przez Francuzów. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie prawa do filmu należą do firmy «SONY». Więcej scenariuszy już nie piszę, zwłaszcza po ostatnich negatywnych doświadczeniach we współpracy z naszym Ministerstwem Kultury.

«Mam pomysły i plany na dwadzieścia powieści»

– Niewielu wie, że pisze Pan również utwory dla dzieci. To dlatego, że sam ma Pan troje dzieci?

– Książki dla dzieci zacząłem pisać o wiele wcześniej, jeszcze przed narodzinami własnych. Dokładniej – zacząłem je pisać w odeskim więzieniu. Była to swoista rekompensata psychologiczna za niedogodności pobytu w tym miejscu, chociaż więźniem nie byłem. Spodobało mi się to i nadal piszę bajki. Wkrótce zostanie wydana moja następna książka dla dzieci – «Dlaczego jeża nikt nie głaszcze». Wyda ją wydawnictwo tarnopolskie «Bohdan – Książka Edukacyjna» z pięknymi ilustracjami kijowskiej artystki Tetiany Goriuszynej.

– Czego Pan jeszcze nie zdążył zrobić w literaturze i czy w ogóle można zdążyć ze wszystkim, co było planowane?

– Nie, zrobić wszystkiego się nie da. Zawsze brakuje czasu. Jednak trzeba się z tym pogodzić i po prostu pracować. Ile zdążę – tyle zdążę. Mam pomysły i plany na dwadzieścia powieści. Jednak zawsze spośród pomysłów wybieram te, które wydają mi się najbardziej ciekawe. Tak więc, nie napisanych powieści nie będę żałował.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Wiktor JARUCZYK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1