Artykuły
  • Register

1212Solistka zespołu jazzowego "Rezus bluz" Halina Konach w swoim repertuarze ma piosenki w 15 językach świata. Zajęta jest 25 godzin na dobę, ale jak mówi, nigdy nie żałowała wyboru zawodu.

"Nie należę do ludzi utalentowanych, lecz do pracoholików," – mówi o sobie śpiewaczka. Opowiada też, że w dzieciństwie nie miała szczególnych zdolności wokalnych, a w dodatku z powodu ochrypłego głosu, nie chciano wziąć jej nawet do chóru. W szkole muzycznej w Maniewiczach, skąd pochodzi, usłyszała radę, by nigdy nie brać do ręki mikrofonu, a najlepiej grać na fortepianie. Jednak uporczywość Haliny zaowocowała. Zwyciężyła w wielu festiwalach, jest zapraszana na muzyczne konkursy międzynarodowe jako jurorka albo jako gwiazda.

Halina Konach w wywiadzie dla "Monitora Wołyńskiego" opowiedziała o jazzowej kulturze na Ukrainie oraz atrakcyjności festiwali muzycznych w Polsce.

– Halino, czy zafascynowanie sceną odziedziczyłaś po kimś?

– Mój ojciec był kiedyś związany z muzyką, ale porzucił później to zajęcie. Moja mama – nauczycielka, a dziadek lubi czasem pośpiewać. Nie mogę powiedzieć, że w naszej rodzinie są wielkie talenty muzyczne.

– Wiem, że ty masz polskie pochodzenie.

– To prawda. Moi pradziadkowie byli Polakami.

– To z tym jest związane twoje zamiłowanie do Polski? Wiem, że obecnie studiujesz tam i często jeździsz na festiwale.

– Z tym też (uśmiecha się – aut.). Do studiowania na polskiej uczelni, namówiła mnie moja przyjaciółka Natalia Wojciechowska. Byłam zdziwiona, kiedy dostałam się na studia dzięki swojemu talentowi. Myślałam, że potrzeba na to pieniędzy. A studiuję bezpłatnie, gwarantują mi wyżywienie i zakwaterowanie.

– Gdzie studiujesz?

– Studiuję w Studium Dyrygentów Chórów Polonijnych, który jest zorganizowany przez Koszaliński Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska". Intensywne zajęcia odbywają się raz do roku i trwają w ciągu miesiąca, a w ciągu roku uczymy się na odległość. Tam nie ma chałtury. Na Ukrainie czasem istnieje pobłażliwe podejście do aktywnego studenta. W Polsce wszystko inaczej. Przyszłam z czystym papierem, gdzie napisane było: "Halina Konach, Ukraina, Łuck" – nikt nie wiedział, kim jestem i co potrafię.

12

– Trudno było się przyzwyczaić?

– Najpierw myślałam, że roku nie wytrzymam. O szóstej rano pobudka, o 7.30 – rozgrzewka głosu, o 8.00 – początek zajęć. Potem o 13.00 – przerwa i od 15.45 do 22.00 znowu zajęcia. Szalone, wycieńczające tempo. Pewnego razu nie przyszłam na dwa pierwsze zajęcia. Od razu zostałam wezwana do dziekanatu, gdzie mi wytłumaczono, że lekceważę naukę i szansę, którą dostałam. Wtedy zmieniłam swoje podejście do nauki i w ciągu dwóch lat mam bardzo dobre wyniki.

 Oprócz tego, w 2011 roku, zdarzył się szczęśliwy przypadek. Na początku roku akademickiego, na uczelni organizowano imprezę, podczas której każdy student musiał siebie zaprezentować. Na imprezę zaproszono znany zespół jazzowy. W pewnym momencie, jedna profesorka mówi do solisty zespołu, że mają studentkę, która twierdzi, że śpiewa jazz, ale nigdy jej nie słyszeliśmy. I zaproponowała nam improwizację. Dzięki Bogu, wszystko się udało, nawet bardzo dobrze. Profesorowie byli w szoku. W następnym dniu zwolniono mnie z zajęć i wysłano do Gdańska na festiwal jazzowy, gdzie znowu zaimprowizowaliśmy z pianistą. Ten przypadek zmienił wszystko. Obecnie jestem solistką chóru "Ojczyzna". Kierowniczka chóru pani Elżbieta Wtorkowska, pozwoliła mi na wykonanie niektórych utworów klasycznych w jazzowej manierze. Ten eksperyment otrzymał dobre opinie.

 – Dla ciebie zagraniczne festiwale muzyczne- rzecz zwykła. Polska, Czarnogóra, Bułgaria, Węgry, Serbia... Jak często występujesz na Ukrainie?

– Szczerze mówiąc na Ukrainie jest mi ostatnio smutno występować (wzdycha – aut.). Ze wszystkich festiwali na Ukrainie, w których uczestniczyłam, zawsze przywoziłam zwycięstwo. Ale nie jest to właśnie to... Uważam za absurdalne organizowanie konkursów wokalnych. W sporcie może być ktoś pierwszy, ale w muzyce – nie. Jak można ocenić najlepszego? Na przykład, na europejski festiwal przyjeżdżają Whitney Houston, Tina Turner, Elton John, Sting... Kogo i jak uznać za zwycięzcę? Oni wszyscy są najlepsi.

– Czyli w Polsce festiwale odbywają się inaczej?

– W Polsce wszystkie festiwale odbywają się nie jako konkursy. Organizatorzy mają fundusze, czyli starają się zachęcić człowieka pieniędzmi i nie ma pierwszego, drugiego i trzeciego miejsca.

– A jaki jest stosunek do artystów? Czy zauważalna jest różnica?

– Oczywiście! Za granicą doceniają artystów. Na przykład ja mam zagwarantowane minimum hotel trzygwiazdkowy, wyżywienie, wycieczki, makijaż, fryzurę. Nie przejmuję się niczym! Na tyle jest zorganizowana praca, że chcesz wychodzić na scenę i śpiewać! Na Ukrainie z tym, niestety sytuacja trudna. Przypominam sobie udział w jednym ukraińskim festiwalu. Jedziesz pociągiem, przyjeżdżasz o trzeciej w nocy, nikt na ciebie nie czeka. Żadnych warunków, ale już o ósmej rano powinniśmy stać na scenie, nie mając możliwości nawet na prysznic!

– Dlaczego jeszcze podobają ci się polskie festiwale?

– Specyfika europejskich festiwali polega na tym, że przyjeżdżają na nie, znani artyści. Rozumiesz, że trzeba dużo pracować nad repertuarem, wizerunkiem scenicznym, nad swoją wizją muzyczną. U nas w przestrzeni postradzieckiej jest tak: im głośniej, tym lepiej. A w Polsce na przykład smakują muzyczny minimalizm. Polacy – esteci w muzyce, ubraniu, jedzeniu i w ogóle w życiu. A my mamy barok w muzyce, którego jeszcze nie przerośliśmy. Chociaż we Lwowie muzycy mają dobry gust. Na przykład "Shokolad", "Dacha Bracha" - uwielbiam ich słuchać. Polska potrafiła zachęcić Polaków, którzy należą do grona najlepszych muzyków świata, aby wrócili na ziemie ojczystą. Dla nich priorytetem jest wychowanie duchowe i kulturalne ludzi.

– Twoim zdaniem, czy festiwale jazzowe, które odbywają się w Łucku, są zbliżone do europejskich?

– Z tego, co widziałam na Ukrainie te festiwale są jedne z najbliższych do Europy. Koncert jazzowy w Zamku Lubarta czy Teatrze Lalek... – lepszego pomysłu być nie może. Należy podziękować za to jazzmanowi Olegowi Bakowskiemu oraz Konsulowi Krzysztofowi Sawickiemu. Ja chcę podziękować Panu Konsulowi za to, że on jak nikt inny, wierzy w moją europejską przyszłość i wspiera mnie.

– Kiedy można będzie przyjść na koncert solowy Haliny Konach w Łucku?

– Od dawna mam takie marzenie. Ale na taki koncert solowy, który sobie wyobrażam, na razie nie ma wystarczających pieniędzy. Nie mam producenta ani sponsora... Oczywiście za minimum wydatków, plus maksimum kreatywności, można zorganizować wspaniały show, jednak mam kompleks perfekcjonistki. Dlatego mój koncert, musi być czymś nadzwyczajnym i szczególnym.

 

Rozmawiała Ania TET


FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1