Artykuły
  • Register

syczuk3«Smarahd» jest jednym z najmłodszych wydawnictw wołyńskich. Dzisiejsza rozmowa odbyła się z założycielem wydawnictwa- pisarzem i redaktorem naczelnym łuckiego czasopisma literackiego «Nowa proza» Jurijem Syczukiem.

«Państwo samo zrezygnowało z tworzenia literatury ukraińskiej»

– Co stało się dla Pana inspiracją, że w tak trudnych dla założenia nowych edycji czasach, zdecydował się Pan na stworzenie wydawnictwa i jakie dzieła oferuje ono czytelnikom?

– Najpierw muszę powiedzieć, że dla literatury ukraińskiej nie było łatwych czasów. Ona ciągle tworzyła się w trudnym dla niej czasie, ale właśnie literatura najczęściej stawała się bodźcem, który podnosił, budził i popychał do przodu cały naród ukraiński. Najważniejsze jest jednak to, że właśnie w najcięższych momentach pojawiali się nasi najwięksi geniusze. Jestem przekonany, że nadchodzi czas do tworzenia nowej literatury ukraińskiej i należy stwarzać ku temu warunki. Państwo właściwie samo zrezygnowało z pomocy w tworzeniu literatury ukraińskiej, więc powinni czynić to ci, którzy uważają, że kultura jest ważniejsza od muzyki pop lub kiełbasy.

– Ukraińskojęzyczna książka intelektualna od dziesięciolecia nie odnosi sukcesu, szczególnie teraz, kiedy regały książkowe zalane są ogromną ilością literatury żółtej: kryminały o niskiej jakości, literatura tzw. kobieca, tania produkcja rosyjskojęzyczna...

– Książka intelektualna nie odnosi sukcesu z zasady. W żadnym z krajów, we wszystkich czasach, pozostawała na uboczu. Być może, kiedyś w przyszłości, kiedy ludzkość w swoim rozwoju osiągnie poziom nowoczesnych demiurgów, sytuacja się odmieni. Oczywiście, na razie to tylko utopijne marzenia. Ludzkość toczy się ku przepaści prymitywu, banałów, namiastki prawdziwej mądrości. Jednak od zawsze istniała warstwa społeczna, która nie zezwalała kulturze umrzeć, w tym też wysokiej literaturze. Teraz ta warstwa jest bardzo cieniutka i w każdej chwili może zostać wymazana. Wtedy nastąpi koniec świata.

– Założony przez Pana w Łucku almanach współczesnej literatury ukraińskiej «Nowa proza» zyskuje popularność w kraju. Zostało wydanych 20 numerów tego interesującego czasopisma, w których po raz pierwszy wydrukował Pan dziesiątki utworów młodych autorów, stwarzając im tym samym szansę na debiut literacki...

– Almanach «Nowa proza» stał się swoistym promykiem w wirze współczesnego procesu literackiego. Objawił on kilka ciekawych osobliwości nowoczesnej młodej literatury. Po pierwsze, należy zwrócić uwagę na to, że ona istnieje. Dużo młodych ludzi bierze się do pisania, «drapie» papier i wysyła nam swoje utwory. Po drugie, młoda literatura nikomu nie jest potrzebna, oprócz samych literatów. Wydawnictwa wolą pracować ze słynnymi autorami, niż inwestować w tak zwaną «promocję» nazwisk młodych. Niestety, nie możemy ich osądzać, bo budżet wydawnictw jest bardzo ograniczony, a o wsparciu ze strony państwa nie ma żadnej mowy. Powinny tym się zajmować np. konkursy młodzieżowe, ale z tych konkursów został chyba tylko jeden «Smołoskyp».

– Wiem, że planowane były też almanachy tematyczne, gdzie miały być publikowane, przetłumaczone na język ukraiński dzieła współczesnych młodych pisarzy polskich, belgijskich, francuskich. Dlaczego czasopismo nie poszło w kierunku europejskim?

– Nie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Oczywiście jest to bardzo trudne do zrealizowania. Na razie zatrzymaliśmy się na innych, bardziej ciekawych kierunkach dla naszych autorów. Dużą popularność zyskał almanach «Nowa proza dwudziestoletnich». Myślę, że zainteresowanie wywoła tom «Nowa proza fantastyczna». Tłumaczenia wymagają olbrzymiej pracy i z czasem zrealizujemy ten zbiór. Pozytywne jest to, że sami autorzy dzielą się swoimi pomysłami. W obecnym roku planujemy wydać «Nowy dramat aktualny», gdzie zostaną zaprezentowane młode, czasem nieznane nazwiska.

– Wśród autorów «Nowej prozy» jest mało pisarzy wołyńskich. Czy to jest związane z niewielkim potencjałem rozwoju młodej prozy na Wołyniu?

– Być może, potrafię odpowiedzieć na to pytanie, kiedy zacznie się praca nad almanachem «Nowa proza Wołynia». Na razie zaczęliśmy gromadzić materiały i nasza teczka redakcyjna powoli zapełnia się. Często są to prace osób, których nazwiska są jeszcze nieznane. Dlatego uważam, że nie dzieje się aż tak źle w naszym kręgu literackim. Być może brakowało dokładnej informacji na Wołyniu. Naprawimy ten błąd.

«Ukraińska książka musi mieć popyt w społeczeństwie»

– W tym roku wydał Pan w jednym czasie, trzy swoje nowe powieści. Proszę opowiedzieć o tych książkach. Czy mamy przed sobą nowego Syczuka?

– Te powieści były pisane długo, bo musiały u mnie trochę poleżeć, zanim do nich wróciłem. Ze względu na to, że prozaikami stajemy się w wieku 40 lat- jest to czas nauki, uzyskania doświadczenia, własnego stylu, osobistej pozycji jako pisarza i obywatela. Nie da się moich powieści określić jednoznacznie, tym bardziej, że każda z nich ma inny kierunek, a być może nawet synkretyczność, czyli połączenie kilku momentów. Oczywiście różnią się one od ostatniej książki, która była realistyczna i nawet w pewnym stopniu romantyczna. Tutaj natomiast realizm łączy się z fantazją, dystonią czy kryminałem itp. Według mnie, jest to poruszanie się do przodu, chociaż zarówno czytelnik, jak też krytyk mogą postrzegać to inaczej.

– W poprzednich książkach, wśród wielu problemów, dotknął Pan również konfliktów polsko-ukraińskich na Wołyniu, które miały miejsce w ubiegłym wieku. Co spowodowało to zainteresowanie?

– W jednym z opowiadań użyłem opowieści mojej babci o tragicznych wydarzeniach czterdziestego trzeciego roku. Podstawowa idea – że tragiczna sytuacja została spowodowana z zewnątrz, a mianowicie przez «sowieckich» szpiegów, którzy wtedy działali na terenach Wołynia. Czy to jest prawda? Jest to kwestia do zbadania przez historyków, ale nie jestem pierwszy, kto odwołuje się do tego trudnego czynnika w przywołanych smutnych wydarzeniach.

– Pomimo braku kosztów, jakie jeszcze problemy zauważa Pan w rozwoju ukraińskiego piśmiennictwa i wydania książek?

– Finansowanie to nie jest rzecz najważniejsza. Przede wszystkim ukraińska książka musi mieć popyt w społeczeństwie. Nie da się powiedzieć, że literatura zupełnie nie jest czytana, ale chyba Pan się zgodzi ze mną, że tylko 0,5 książek w języku ukraińskim na mieszkańca rocznie – to jest bardzo mało. Można tutaj mówić o wielu czynnikach, które przeszkadzają czytaniu, ale powszechnie w świecie czyta się więcej. Kiedy ukraińskiej książki zaczną szukać, i to nie tylko na forum we Lwowie czy na innych targach książkowych, ale też w księgarniach, wtedy zacznie się rozwój druku książkowego i żadne problemy finansowe tego procesu nie powstrzymają.

Rozmawiał Wiktor JARUCZYK,

Zdjęcie autora

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1